Siema, chciałbym przedstawić Wam felieton “Show must go on” o samorządności i demokracji napisany dla portalu socjologa. Zapraszam do czytania i komentowania.

“Show must go on”

Czy przedstawienie naprawdę musi trwać? Czy w kontekście politycznych zachowań demokracja jest rzeczywiście najlepszym systemem władzy? Czy nie lepiej było by przestać oszukiwać wszystkich dookoła i zmienić panujący system? W końcu wiele demokratycznych wyborów przeprowadzanych jest w myśl Stalinowskiego powiedzenia ?nie ważne jest, kto głosuje, ale kto liczy głosy?, a chciwość i żądza władzy jest znaną przywarą polityków.

Wyobraźcie sobie pewną krainę, nazywaną Wybrzeżem Niewiarygodnych Sytuacji, której mieszkańcami są różne gatunki zwierząt. Kraina ta leży na krańcu świata, przy szlaku zwanym ?nightmares street?. Właśnie tam osiedliły się zwierzęta w nadziei na odpoczynek od zgiełku dżungli. Na małej powierzchni żyły w symbiozie bardzo mądre i wiedzące wszystko o swoich sąsiadach Sowy i wciąż bujające w obłokach Tropikalne Ptaki. Te dwa gatunki w związku z tym samym miejscem zamieszkania żyły w zgodzie. Trochę dalej osiedliły się, znane ze stosunków międzygatunkowych Małpy i posiadające olbrzymią wiedzę polityczną Krokodyle.

Mimo odległego położenia, zwierzęta z Wybrzeża Niewiarygodnych Sytuacji angażowały się w wielką politykę. Pewnego dnia w całej dżungli ogłoszono powszechne wybory. Zwierzęta chciały coś zmienić, bo o obecnie sprawujących władzę nikt nic dobrego nie słyszał. Mimo zapewnień najstarszych mieszkańców Wybrzeża, którzy głosili, że tak jest od dawna i że nie ma sensu głosować, bo i tak władza zostanie w tych samych rękach, młode zwierzęta z wielkim zapałem rozpoczęły przygotowania. Na Wybrzeżu Niewiarygodnych Sytuacji powstały partie, frakcje, akcje, choć niektórzy usiłowali powtarzać, że dobry wybór jest tylko jeden, tak jak Jeden WNS (w końcu na świecie nie znajdziemy innej, tak barwnej krainy). Startowały też zwierzęta niezależne, które uparcie reklamowały swoje plecy i ich szerokość. Nic dziwnego, w końcu wybierano zwierzęta na wiele powszechnie szanowanych i lukratywnych stanowisk.

Wśród kandydatów na to najważniejsze stanowisko znaleźli się Lorak, przebiegła i cwana małpa, nie posiadająca skrupułów, za to posiadająca uśmiech rodem z reklam pasty Colgate i Sandwich, poczciwa sowa, która jednak za bardzo ufa otaczającej jej dżungli. Lorak reprezentował aktualnie rządzące zwierzęta, a Sandwich frAkcję dążąca do zmian. Kandydaci reklamowali się na różne sposoby- jedni organizowali imprezy dla innych zwierząt, czasem wbrew ich woli, inni próbowali debatować nad stanem samorządności w dżungli. Wszystko toczyło się jak w normalnych, demokratycznych dżunglach , do momentu gdy Lorak i jego świta nie zaczęli wprowadzać swojego chytrego planu opierającego się na zastraszaniu i oskarżaniu innych kandydatów. Jego macki sięgnęły nawet Sandwicha, która musiała się tłumaczyć z wypowiedzianych słów, przed najwyższymi tej Dżungli. Manipulacje, prowokacje, kasowanie wiadomości na naszym-wodopoju ? tym żyli w tym czasie najbliżsi współpracownicy Loraka. Na Wybrzeżu Niewiarygodnych Sytuacji złamano także inne zasady m.in. ciszę wyborczą. Dookoła urny krążyły związane z Lorakiem zwierzęta, które rozdawały ulotki propagujące jego samego i towarzyszące mu zwierzęta. To jednak nie koniec, Lorak niepewny zwycięstwa obstawił urnę swoimi ludźmi i tu wracamy do myśli Stalina, którą rozpoczęliśmy ten wywód na temat demokracji.

Wracając do Wybrzeża Niewiarygodnych Sytuacji, to nie obserwując dalszego rozwoju sytuacji nie straciliśmy za wiele. Sprawdziło się to, co mówili najstarsi mieszkańcy Wybrzeża. Sowa przegrała, tak jak przegrać miała. Na nic protesty, odwołania, w końcu “Psy szczekają a karawana jedzie dalej”?